Co się dzieje w Chile?
Na początek kilka słów o samym Chile

Państwo rozciąga się wzdłuż zachodniego wybrzeża
Ameryki Południowej, nad Pacyfikiem.
Chile jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Ameryki Łacińskiej. Z ludnością ok. 18 mln osiąga ono Produkt Krajowy Brutto przekraczający 500 mld dolarów. Sprawia to, że chilijski PKB per capita, czyli najpopularniejszy wskaźnik zamożności państwa, jest jednym z najwyższych na kontynencie i przebija pod tym względem między innymi Polskę.
Niestety powyższy wskaźnik nie oddaje dysproporcji w poziomie życia różnych klas społecznych w Chile. Mimo że od upadku dyktatury wojskowej Pinocheta na początku lat 90 Chile jest często podawane jako modelowy wzór rozwoju demokracji, to jednak poczucie niesprawiedliwości jest wciąż głęboko zakorzenione w społeczeństwie chilijskim. Najbogatszy 1% Chilijczyków jest właścicielem kapitału wynoszącego prawie 30% majątku całego państwa. Zwłaszcza niższa klasa, obejmująca społeczność wiejską, najmniej zyskała na rozwoju gospodarczym ostatnich 30 lat. Protesty jednak, jak często w takich przypadkach, rozpoczęły się wśród klasy średniej, a dokładnie uczniów szkół średnich.
Nie chodzi o bilety.

Protesty rozpoczęły się od demolowania stacji metra, jako symbolu wyzysku
obywateli, prowadzonego przy zgodzie państwa, przez największych bogaczy.
Kiedy oglądamy zdjęcia i słyszmy o masowych już protestach, jakie ogarnęły Chile, a zwłaszcza stolicę państwa - Santiago, z pewnością zastanawiamy się jak jest to możliwe, że tak drobna sprawa, jak droższy bilet na metro, mogła spowodować taki chaos w cywilizowanym przecież państwie. Trzeba jednak wiedzieć, że sama podwyżka cen była po prostu kroplą, która przelała czarę goryczy. Tak jak pisałem wcześniej, duża ilość Chilijczyków czuje, że reformy które przeszło ich państwo wpłynęły w znikomym stopniu na poprawę ich życia. Nawet tak podstawowe rzeczy, jak komunikacja miejska są dla wielu obywateli zbyt drogie, w Santiago miesięczny koszt korzystania z transportu publicznego wynosi prawie 14% płacy minimalnej. Oprócz tego problemem są też koszty edukacji, służby zdrowia, a sprywatyzowany system emerytalny jest mało wiarygodny i nierentowny. Jest to skutek postępującej prywatyzacji w Chile, która jeszcze spotęgowała różnice społeczne. I to właśnie przeciwko temu protestują Chilijczycy.
39 dzień protestów...

Jednym z hasłem protestujących stało się: "Tu nie chodzi o 30 pesos, ale o 30 lat"
... a końca nie widać. Do tej pory w Chile w starciach z policją zginęło już 26 osób, ponad 2000 zostało rannych. Prezydent Sebastián Piñera w odpowiedzi na milionowe już protesty wyprowadził na ulice wojsko i policję, ogłosił też stan wyjątkowy w Santiago i innych większych miastach, a w całym kraju obowiązuje godzina policyjna. Mimo odstąpienia od planu podwyżki cen i obietnicy wprowadzenia reform, Chilijczycy wciąż tłumnie wychodzą na ulice i ścierają się z siłami porządku. Domagają się już ustąpienia prezydenta Pinery z urzędu i ukarania funkcjonariuszy winnych nadużycia siły i pogwałcenia praw człowieka w tłumieniu protestów. Jednym ze skutków sytuacji w Chile było też odwołanie szczytu klimatycznego COP25, który miał się odbyć w tym państwie oraz ostra krytyka rządu chilijskiego przez inne państwa i organizacje międzynarodowe.
Aleksander Turkiewicz
Na początek kilka słów o samym Chile
![]() |
| Państwo rozciąga się wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej, nad Pacyfikiem. |
Chile jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Ameryki Łacińskiej. Z ludnością ok. 18 mln osiąga ono Produkt Krajowy Brutto przekraczający 500 mld dolarów. Sprawia to, że chilijski PKB per capita, czyli najpopularniejszy wskaźnik zamożności państwa, jest jednym z najwyższych na kontynencie i przebija pod tym względem między innymi Polskę.
Niestety powyższy wskaźnik nie oddaje dysproporcji w poziomie życia różnych klas społecznych w Chile. Mimo że od upadku dyktatury wojskowej Pinocheta na początku lat 90 Chile jest często podawane jako modelowy wzór rozwoju demokracji, to jednak poczucie niesprawiedliwości jest wciąż głęboko zakorzenione w społeczeństwie chilijskim. Najbogatszy 1% Chilijczyków jest właścicielem kapitału wynoszącego prawie 30% majątku całego państwa. Zwłaszcza niższa klasa, obejmująca społeczność wiejską, najmniej zyskała na rozwoju gospodarczym ostatnich 30 lat. Protesty jednak, jak często w takich przypadkach, rozpoczęły się wśród klasy średniej, a dokładnie uczniów szkół średnich.
Nie chodzi o bilety.
![]() |
| Protesty rozpoczęły się od demolowania stacji metra, jako symbolu wyzysku obywateli, prowadzonego przy zgodzie państwa, przez największych bogaczy. |
Kiedy oglądamy zdjęcia i słyszmy o masowych już protestach, jakie ogarnęły Chile, a zwłaszcza stolicę państwa - Santiago, z pewnością zastanawiamy się jak jest to możliwe, że tak drobna sprawa, jak droższy bilet na metro, mogła spowodować taki chaos w cywilizowanym przecież państwie. Trzeba jednak wiedzieć, że sama podwyżka cen była po prostu kroplą, która przelała czarę goryczy. Tak jak pisałem wcześniej, duża ilość Chilijczyków czuje, że reformy które przeszło ich państwo wpłynęły w znikomym stopniu na poprawę ich życia. Nawet tak podstawowe rzeczy, jak komunikacja miejska są dla wielu obywateli zbyt drogie, w Santiago miesięczny koszt korzystania z transportu publicznego wynosi prawie 14% płacy minimalnej. Oprócz tego problemem są też koszty edukacji, służby zdrowia, a sprywatyzowany system emerytalny jest mało wiarygodny i nierentowny. Jest to skutek postępującej prywatyzacji w Chile, która jeszcze spotęgowała różnice społeczne. I to właśnie przeciwko temu protestują Chilijczycy.
39 dzień protestów...
![]() |
| Jednym z hasłem protestujących stało się: "Tu nie chodzi o 30 pesos, ale o 30 lat" |
... a końca nie widać. Do tej pory w Chile w starciach z policją zginęło już 26 osób, ponad 2000 zostało rannych. Prezydent Sebastián Piñera w odpowiedzi na milionowe już protesty wyprowadził na ulice wojsko i policję, ogłosił też stan wyjątkowy w Santiago i innych większych miastach, a w całym kraju obowiązuje godzina policyjna. Mimo odstąpienia od planu podwyżki cen i obietnicy wprowadzenia reform, Chilijczycy wciąż tłumnie wychodzą na ulice i ścierają się z siłami porządku. Domagają się już ustąpienia prezydenta Pinery z urzędu i ukarania funkcjonariuszy winnych nadużycia siły i pogwałcenia praw człowieka w tłumieniu protestów. Jednym ze skutków sytuacji w Chile było też odwołanie szczytu klimatycznego COP25, który miał się odbyć w tym państwie oraz ostra krytyka rządu chilijskiego przez inne państwa i organizacje międzynarodowe.
Aleksander Turkiewicz
Prosto w punkt, chapeau bas!
OdpowiedzUsuń